Dzięki Karolinie Bregule, naszemu wykładowcy fotograficznemu, a jednocześnie wydawcy płyty
Warszawa Tribute To Joy Division, miałem okazję się z nią dokładnie zapoznać. To pierwsza na polskim rynku muzycznym płyta zawierająca kowery polskich wykonawców i oddająca hołd Dywizji Radości.
Joy Division to mój ulubiony zespół młodości (czyli okresu burzy i naporu, który przeżywamy wszyscy mniej więcej w tym samym czasie, choć podobno dziewczyny trochę wcześniej), którego słuchałem z przejęciem, wzruszeniem i uniesieniem, jakie zdarzało mi się później nieczęsto. Do dziś
Closer na 100% byłby w mojej pierwszej dziesiątce najlepszych płyt wszechczasów.
A oto moje wrażenia w szczegółach:
1. One Million Bulgarians - A Means To An End
Dobry, dynamiczny początek płyty, to jeden z moich ulubionych kawałków Joy Division (słuchałem go z nabożeństwem wielokrotnie w latach 80., prawie zawsze głośno, zdarzało mi się zapuścić winylowy Closer na gramofonie tylko dla tego numeru). Bardzo podoba mi się instrumentacja i aranżacja, mniej zabieg podwójnego wokalu (kobiecego i męskiego), szczególnie jak się przenikają w jednej frazie (pod koniec utworu).
2. DHM – Transmission
Transowo zagrane. Bardzo dobrze się tego słucha. Mam wrażenie, że kawałek by dodatkowo zyskał (właśnie też na pożądanej w tym wypadku transowości czy transowatości), gdyby wyciągnąć trochę na wierzch ścianę dźwięku gitar, a mniej eksponować wokale (nota bene - takie sobie chórki).
3. Agressiva 69 – Isolation
Dla mnie mistrzostwo świata, najlepszy kawałek na płycie. Wykonanie kongenialne z oryginałem, wydobywające z niego nieznane dotąd pokłady muzyczne i znaczeniowe. Naprawdę przejmujące.
4. NOT – Atmosphere
Niezły sam w sobie, ale zatraca gdzieś mistycyzm oryginału, może mniej przez szybsze tempo kawałka czy napastliwy bas (który jakoś tam mi się podoba), a bardziej przez wokalistę, jakby do końca nie rozumiejącego / wnikającego w to, o czym śpiewa. Myślę, że lepiej odbierają go Ci, którzy nie znają wersji Joy Division.
5. Pustki - Koniec Kryzysu
Bardzo "pustkowy" kawałek, z wszystkimi zaletami (dobre wyczucie new wave’owego klimatu, ciekawa melodyka) oraz wadami (ździebko sepleniący, jak na falowe granie za mało falowy, wokal) tej kapeli.
6. Nut Cane Lizzy – Colony
Poprawne granie. Najbardziej podobało mi się za pierwszym razem, potem już nieco mniej. Fajne, jakby jazzujące improwizacje na klawiszach to największy atut tej nieco monotonnej wersji.
7. Jolanta Kossakowska - New Dawn Fades
Doceniam inność tego numeru i jego funkcję na płycie, mianowicie wyrwania słuchacza z okowów rockowego grania i pokazania "innej twarzy" i innej recepcji Joy Division, ale… Nie ten wokal, szczególnie te pasażowate wokalizy mnie odstraszają. Delikatnie rzecz ujmując - nie przekonuje mnie. Zdecydowanie wolałbym słuchać tego w wersji instrumentalnej.
8. Organizm – Digital
W tym szaleństwie jest metoda. Żywiołowo zagrane, właśnie przekonujące. Ciekawy jestem tylko czy niedokładności / niedoskonałości riffów gitarowych są wykalkulowane / wyreżyserowane czy wynikają z niedbałości muzyków / realizatorów czy też może są autentyczną żywiołowością / brawurą. Tak czy siak odbieram to pozytywnie.
9. Masala – Warszawa
To nie moja bajka. Za bardzo klubowe i bez duszy. Sztuczne (na siłę) dystansowanie się od oryginału. Zaśpiewane z manierą, której nie lubię.
10. Tymon & The Transistors - Heart and Soul
A tu zupełnie odwrotnie. Zaśpiewane pięknie, z wyczuciem, w sposób niemal uduchowiony, przy tym nie zmanierowany. No i świetna realizacja dźwięku (szacun!) rewitalizująca klimat utworu. Myślę, że podobać się to powinno i tym, którzy znają i tym, którzy nie znają oryginału. Aż chciałoby się, żeby całość trwała dłużej (choć chyba i tak jest to najdłuższy kawałek na płycie). Mój numer dwa w tym zestawie.
11. Wundergraft - Love Will Tear Us Apart
Wydaje się, ze na temat Love Will Tear Us Apart nie tylko powiedziano, ale też zagrano już wszystko. Okazuje się, że można było podejść do tego kawałka oryginalnie i twórczo. Wokal nie jest zły, ale najciekawiej się dzieje, gdy kończy się śpiewanie (emocjonalne i wyraziste solo na pianinie).
12. Kuba Wandachowicz – Wilderness
Nieco przekombinowane jak na mój gust, ale chyba z odpowiednim "przeżyciem" oryginału. Trudno mi ocenić rzecz ostatecznie. Widocznie to coś dla koneserów

.
13. Komety - Ice Age
Fajne bębny, gitary też OK, wokal więcej niż poprawny. Bardzo lubię ten numer (słuchałem go z nabożeństwem wielokrotnie w latach 80., prawie zawsze głośno, zdarzało mi się zapuścić winylowy dwupłyt Still tylko dla tego numeru). Za krótki!
14. Ścianka - She's Lost Control
Widać, że chłopcy włożyli dużo wysiłku w poszukiwanie fajerwerków dźwiękowych i mamy tu różne zgrzyty, modulacje, szumy, przestery i inne przeszkadzajki. Dlatego numer brzmi kosmicznie. I całkiem nieźle. Ale wolę jednak bardziej ascetyczną wersję oryginalną (słuchałem wielokrotnie She’s Lost Control, mojego ulubionego kawałka z pierwszej płyty Unknown Pleasures, w latach 80., prawie zawsze głośno, zdarzało mi się zapuścić krążek na gramofonie tylko dla tego numeru).
15. New York Crasnals - Ceremony
Fajnie zagrane i zaśpiewane (bardzo swobodnie, niemal olewczo, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Już bardziej w stylu New Order. A więc to godne zakończenie płyty. Prawdopodobnie mój numer trzy w tym zestawie.
Zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania. Miłych wrażeń.
_________________
Wszystko będzie dobrze.